acidlandia

Twój nowy blog

Walczę ze sobą, żeby nie pisać do nikogo o tym, jak bardzo mi chujowo jest. Zresztą i tak nikogo to w tej chwili nie obchodzi.
Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę tak zupełnie sama z tym wszystkim…
Walczę też ze swoją głową, która coraz częściej niebezpiecznie podpowiada mi, żeby skoczyć z okna. Tak bardzo się boję, że jutro mnie wyjebią ze studiów i to wygra.

Nawet nie wyobrażasz sobie, jak mi źle bez Ciebie…

 

Pięć energy drinków trzy kawy i pigułki to złe połączenie.

Zadziwiająco mało mnie to obchodzi.

Nie wiedziałam, że to jeszcze możliwe ale coraz bardziej tracę chęci do życia

Kurewsko za Tobą tęsknię.
Wszystko po kolei jest mi wyrywane z rąk.
Nie chce mi się żyć.

 

A teraz? Pierwsza w nocy jak zaczynam to pisać, pozbawiona wszelkiego towarzystwa a co z tym idzie oddana tylko i wyłącznie własnej głowie, znowu zaczynam wyć. . .

No matter what you do, don’t let yourself close to people-

And they gonna leave you here, standing.

 

W sumie to tak sobie pomyślałam, że to wszystko moja wina. Karma’s a bitch. And she’s coming after you no matter what. Nie doceniałam? Nie poświęcałam odpowiedniej ilości czasu, uwagi? Zresztą, nieważne. Dobrze wiem, co zrobiłam nie tak…

Boję się. Bo odwiedzę to miejsce, gdzie pierwszy raz usłyszałam ‘kocham’.

Wczoraj nie dowierzałeś, że poza filmami istnieje takie zjawisko jak płacz ze szczęścia, dzisiaj zanosisz się łzami ze smutku i coraz ciężej się oddycha. Bo coś co kiedyś dawało Ci niezbędną dawkę tlenu, teraz zostało odsunięte z zasięgu dłoni. Jedyna nadzieja, że czas coś zmieni…? Taka, której nie posiadam. Bo przestałam chyba wierzyć już w cokolwiek.

 

A ja pamiętam jak kiedyś płakałam dzięki Tobie ze szczęścia…

 

Kaś, chyba kiedyś obiecałam, że napiszę coś, co zadedykuję/poświęcę Tobie. No to nigdy nie było dla mnie bardziej idealnej pory niż teraz. Nie wiem czemu pomyślałaś, że jest inaczej (pewnie dlatego że się masakrycznie zawstydziłam i nie mogłam utrzymać kontaktu wzrokowego z niczym innym jak ze ścianą ;p), ale Twoja czwartkowa północna wizyta naprawdę była strzałem w dziesiątkę. Szczególnie że trwała cztery dni i zawierała w sobie litry alkoholu. :) Działasz kojąco na moją pojebaną ostatnio głowę  :D No nie wiem co mogę napisać jeszcze lamerskiego a co nie zostało już powiedziane, a raczej wydukane po pierwszej w nocy na gadu.. Także tego… późno coś się robi… <wlepia wzrok w ścianę> no dobra to już zostały ostatnie dociągnięcia w tej notce…

Ten weekend przeżyłam tylko i wyłącznie dzięki Tobie i dziękuję Ci za to z całego mojego potarganego serca.

Po sześcioletniej przerwie słucham hip hopu bo tylko to jest odpowiednio neutralne.
Nie umiem nic na irlandzki mimo dwudniowej nauki i jeśli mnie wypierdolą ze studiów to z kolei ja wypierdolę stąd.

Czemu zawsze kończę tak, że mi zależy bardziej?
Jebać to wszystko.

Znowu dzisiaj gorzej. W środku umieram.
Nie pozostało nic.

Zaciskam zęby i uczę się do poprawek.

Boję się weekendu jeśli mam go spędzić sama.

Chcę do mojego Stasia…

Porządek w szafie. Jeszcze nie w głowie. Nie wiem kiedy tam zagości.

Baby steps.